No i stało się, znajomy mi kiedyś powiedział: - świat Hubercie, nie będzie już taki sam kiedy TY rzucisz palenie, to będzie jak upadek Che Guevary. Może i trochę przesadził ale coś w tym jest. Bo trochę się pozmieniało. W ostatnią niedzielę, stwierdziłem wieczorem: Oki, wystarczy. Nie palę. Jak powiedziałem tak zrobiłem. Nie wiem do końca co mną kierowało, nie miałem konkretnego powodu. Dopiero wczoraj doczytałem że takie kaprysowe rzucenie palenia najczęściej kończą się sukcesem J Dziś mija piaty dzień mojej nikotynowej abstynencji i dalej żyję. Najgorsze były pierwsze trzy dni, kiedy na każdym kroku widziałem, czułem, chciałem ba nawet pragnąłem zapalić papierosa. Gumy do żucia z nikotyną i subtelne wsparcie męża, pozwoliły mi przetrwać.
Dowiedziałem się w czwartek, że Kasia Kowalska, którą tak bardzo lubię będzie w Krakowie i będzie jej koncert. Pomyślałem super, tylko jak ja wytrzymam w knajpie pełnej palących ludzi! Ale to że jeszcze nigdy nie słyszałem Kaśki na żywo spowodowało że postanowiłem zabrać męża i iść. Na miejscu okazało się że owszem jest dużo ludzi, ale jakoś nie zamieniam się w wampira chcącego zapalić. Jak już koncert się zaczął , to w ogóle zapomniałem o nikotynie. Kaśka jak to Kaśka, zaśpiewała parę swoich nowych piosenek parę starszych, w sumie byłem zaskoczony tym że tak fajnie śpiewa na żywo. Kiedyś oglądałem jakąś galę, gdzie śpiewała jedną piosenkę i zrobiła to strasznie. Lae pomyślałem sobie no może dziewczyna nie ma talentu do śpiewania na żywo ale jak ja w studiu podkręcą to fajnie brzmi. Ale wczoraj przekonałem się że to nie prawda, że dalej kocham jak wrzeszczy i mogą inni mówić że ona wyje, a ja dalej będę kochał to wycie.
A teraz miałem trochę o planach… Blog na razie przechodzi rekonstrukcję. Mam nadzieję że uda mi się znaleźć fajny szablon, albo coś stworzyć. Ten obecny jest ciekawy ale nie jest tym o czym myślałem. Na innej znowu pojawię się przed kamerą. Jeszcze nie wiemy co to będzie, prace nad nowym formatem trwają…